VII rajd górski - Region IPA Piekary Śląskie - Komenda Miejska Policji w Piekarach Śląskich

Region IPA Piekary Śląskie

VII rajd górski

VII rajd górski IPA Regionu Piekary Śląskie odbył się w dniach 18-20 stycznia 2013r. Tym razem organizator wyprawy wybrał jako cel, Mały Kozi Wierch, szczyt w Tatrach Wysokich mający 2228 m npm.

VII rajd górski IPA Regionu Piekary Śląskie odbył się w dniach 18-20 stycznia 2013r. Tym razem organizator wyprawy wybrał jako cel, Mały Kozi Wierch, szczyt w Tatrach Wysokich mający 2228 m npm.
Wśród 7 uczestników wyprawy poza policjantami z KMP Piekary Śląskie, byli również zaprzyjaźnieni sympatycy górskich przygód. Członkowie wyprawy, przecierali w śniegu szlak na przełęcz Zawrat (2156m), a potem granią wspięli się na wierzchołek Małego Koziego Wierchu. Jeszcze tego samego dnia po powrocie do schroniska i oporządzeniu się, dwójka uczestników wyruszyła ponownie nad Czarny Staw Gąsienicowy gdzie w ramach przygotowania do innej wyprawy zimowej, spędzili noc biwakując w namiocie. Następnego dnia, cześć grupy pomimo silnego wiatru i ograniczonej widoczności, wybrała się na Beskid 2012m i Kasprowy Wierch. Wszyscy uczestnicy rajdu, wrócili do domu cali i zdrowi z górskimi planami na przyszłość

Z perspektywy prowadzącego

Mam już za sobą trawers zboczy Koziego. Wychodząc na grań, ostrożnie stawiam okute w raki buty na śnieżnych nawisach. Wiatr i mróz rzeźbiąc w śniegu, nadały górom oryginalne kształty. Patrząc na ten zniewalający pejzaż wiem, że muszę być ostrożniejszy. Przecież tuż za mną, podążają moi kompani. Oni tak samo jak ja, choć łakną górskiej przygody, choć nie potrafią żyć bez adrenaliny, chcą bezpiecznie wrócić z tych gór do domu. Dlatego wytyczając szlak, idę nieco po prawej, poniżej śnieżnego ostrza, wiedząc, że pod tym zdradliwym pięknem czyhają tatrzańskie czeluście. Pokonuję następne kilkadziesiąt metrów oblodzonych i zaśnieżonych skał. One wprowadzają mnie na nikłą grań wiodącą prosto na wierzchołek Małego Koziego Wierchu. Zatrzymuje się. Muszę się napatrzeć. Szczyt wygląda nieskazitelnie. Jakby na nim, jeszcze nigdy nie stanęła ludzka stopa. Wiem, to złudzenie, przecież wcześniej, przechodziło przez niego tysiące ludzi. Nienaruszony śnieg jest dowodem na to, że z pewnością, od kilku dni nie było tu nikogo, a być może nawet tej zimy to MY jesteśmy tutaj pierwsi…
Kiedy jesienią wracaliśmy z Orlej Perci, po 12 godzinnej tatrzańskiej przygodzie, nikt nawet nie wytyczał nowych górskich celów – byliśmy padnięci i szczęśliwi. Plan kolejnej wyprawy zimowej rodził się powoli. Dlaczego nie Zawrat? Zimą to ekstremalna i trudna wycieczka. Wielu, zostało pokonanych, zapadając się po szyję w śniegu. Na pewno damy radę! – podbudowywaliśmy się wzajemnie - A z Zawratu, tylko skok na Mały Kozi – to raptem 15 minut szybkiego podejścia.
Ale my jedziemy zimą, więc do wszystkich czasów letnich przejść, trzeba grubo doliczyć.
No i zaczęło się…
Mały Kozi Wierch. Szczyt ten wznosi się w bocznej grani Tatr Wysokich na 2228 m n p m. Od schroniska w Murowańcu do szczytu, całą drogę (przecierając od Zmarzłego Stawu, w śniegu czasami po pas) udało się nam pokonać w 4 godziny. I tak, na Zawracie stanęliśmy o 11.10.,
gdzie mieliśmy 15 minut przerwy, a na Małym Kozim stanęliśmy o 12.10. Dobry czas.
W tej wyprawie uczestniczyli nie tylko policjanci, ale również zaprzyjaźnieni sympatycy górskich przygód z poza szeregów policji, w sumie 7 osób. Przetarliśmy szlak na przełęcz Zawrat (2156m), a potem granią wspięliśmy się na wierzchołek Małego Koziego Wierchu. Jeszcze tego samego dnia oporządziliśmy się w schronisku i we dwójkę a ponownie ruszyliśmy nad Czarny Staw Gąsienicowy. Tam, testując nasz namiot i samych siebie spędziliśmy noc na górskim biwaku. Następnego dnia, trzem naszym „górołazom” pomimo silnego wiatru i ograniczonej widoczności, udało się wejść na Beskid 2012m i Kasprowy Wierch.
Każdy z nas, to mieszanka zawodów i specjalizacji. Znajdą się w tym zespole teleinformatycy, prokurator, budowlaniec, nauczyciel języka angielskiego, policjanci. Każdy, niósł ze sobą oprócz plecaka „górskiego szpeju”, bagaż doświadczeń zawodowych i osobistych. Razem i z osobna przemierzaliśmy Alpy Penninskie, Sabaudzkie, Delfinatu i Pireneje oraz rejony wspinaczkowe Szkocji i Wielkiej Brytanii, no i wszerz i wzdłuż góry, które kochamy na swój sposób, Tatry. Nas wszystkich, którzy byli tym razem na rajdzie i tych, którzy wspinali się i wędrowali z nami wcześniej, łączy jedna, silna, doskwierająca jak głód, pasja – GÓRY.
Z górskimi pozdrowieniami, Tomek Muskała.